Autor: Mariusz

  • Sonata księżycowa Romie

    Księżyc w pełni
    Bez księżyca i bez złotej tarczy
    Na nieboskłonie
    Księżyc
    Wyczuty w swojej nieobecności
    W mrugnięciach stawu
    Lśnieniach oczeretu
    Gdzie woda styka się
    Z czułością rybich oczu
    Jakby
    W świetle księżyca
    Zajaśniała noc
    W czworoboku
    Szmaragdowej bieli

    Telemach Pilitsidis
    (do obrazu „Bez księżyca”)

  • Romy obraz w kwadracie

    Cisza
    Szara i bezbarwna
    Cisza pełna mroków
    Tajemnic
    I bolesnych jęków

    Cztery czworościany
    Zasłaniają światło dnia
    Cztery tworzą podstawę harmonii
    Ze szczeliną bieli pośrodku
    Która jak świetlik
    Martwą przestrzeń czerni
    Oświetla
    Światłem słońca

    Telemach Pilitsidis
    ( do obrazu „Cisza”)

  • Dolny Śląsk w Tworzeniu Silesia Art. Biennale 2016

    Roma Pilitsidis jest malarką refleksji i zrównoważonego ładu barwnych struktur o geometrycznej narracji i barwnych relacjach między płaszczyzną a figurą płaską, przede wszystkim prostokątem.

    Na pytanie o malarstwo i twórcze zagadnienia, którymi się zajmuje, Roma Pilitsidis argumentuje na rzecz obrazu kontemplacyjnego, opartego na geometrii, ale w swoim dążeniu nie porzuca idei piękna. Przedstawia zrównoważony i przemyślany program artystyczny: „Określając doskonałość formy mówi się o wewnętrznych siłach kształtu, o równomiernym ich rozłożeniu i pod tym względem koło jest najdoskonalszą formą istniejącą w naturze. Mnie natomiast intryguje inna doskonała forma nieistniejąca w przyrodzie, jaką jest kwadrat. Kiedy myślę o obrazie, myślę o kwadracie (czy innym prostokącie), który swoim kształtem przypomina zamkniętą formę obrazu. To granica, w której zamyka się myśl tworzenia. Moje obrazy powstają z równoważenia płaszczyzn. O ostatecznym kształcie decydują detale, w jednym z nich znajduje się klucz do układu kompozycji i zagospodarowania płaszczyzny płótna. Moim celem jest dążenie do kompozycji statycznej, wyciszonej, zrównoważonej, monochromatycznej i poszukiwanie rozwiązań najprostszych. Chcę pokazać jak najwięcej jak najprostszymi środkami wyrazu. Maluję bez egzaltacji, bez zbędnych emocji, moje malarstwo jest bliższe kalkulacji ( relacji między geometrią form, barwą i materią malarską) niż słowu, które zakłada emocjonalne zabarwienie”.

    Roger Piaskowski

    Dolny Śląsk w Tworzeniu Silesia Art. Biennale 2016

  • Romy widzenie świata

    W malarstwie Romy problemem najważniejszym jest kolor i ponad wszystko kolor.

    Kolor jest budulcem całej idei o tworzeniu integralnych struktur podlegajacych przyjętej estetyzacji, zgodnie z prawem harmonii i równowagi układu.

    Jak pominąć temat opisywania świata i samemu kreować własne widzenie otaczającej rzeczywistosci? Oto prawdziwe wyzwania i sens Jej sztuki. Nie ma tu nic, co można przypisać artystom, którzy poszukują prawdy o świecie przez opisywanie lub ilustrowanie tego co się wydarza, przez ujmowanie pewnych faktów oczywistych z fotograficzną obiektywnością.

    Geometryczne formy Romy, nawet jeśli prowokują do różnych konotacji i próby dowartościowania przez filozoficzne rozważania o promieniowaniu kształtów mija się z celem. Jest tyle, ile widzimy, choć z wypowiedzi artystki wynika, że prowadzi Ona dysputy ze swoimi kwadratami, lub tłumacząc inaczej, one w pewnych okolicznościach sugerują przestrzenie istniejące w rzeczywistości i tworzą symetryczne podziały sugerujące architektoniczne układy. Celowo unika linii konturu dla uzyskania malarskości i zbliżenia się do świata iluzji. W ten sposób obraz, który wydawałby się tylko grą kwadratów, staje się bardziej wieloznaczny. Każdy może go odczytać na swój sposób , zgodnie z własną wrazliwością.

    Przy obrazach Romy można odpoczywać, relaksować się, jak w japońskich ogrodach kontemplacji.

  • Romy Pilitsidis prostokątne harmonie

    Doznania szczególne, niejednoznaczne, dotykają muzycznego odbioru – brzmienia obrazów Romy Pilitsidis. O tym, co w obrazie oddycha i pulsuje w układzie statycznym, a podczas oglądania, zaczyna wciągać, uruchamiając wyobraźnię, wywołując wrażenie podobne do szumów, szeptów, cieni, rozgrywających się w monochromatycznych przestrzeniach, prostokątnego kadru. Wielkości pól prostokątnych wydobywanych z monochromatycznej, minimalistycznej architektoniki, charakteryzuje rozpływanie się barwnych pól. Geometria kątów prostych, pionów i poziomów, zostaje w typowy dla abstrakcji kolorowych pól w duchu Marka Rothko czy Wojciecha Fangora, pozbawiona linearyzmu, uzyskując lekkość

    i wrażenie zawieszenia, co jest wynikiem dość

    monotonnego frontalizmu oglądanych układów. W tej sytuacji rygoryzm prostokąta w jego Malewiczowskiej, Mondrianowskiej czy purystycznej konwencji, zostaje – jakby od środka – poddany zabiegom kreacyjnym : przecierkom, laserunkom, warstwom i ich śladom. Zostają wyzwolone „akordy”, które włączają się do całości kompozycji z zamiarem zharmonizowania. Z przeciwieństw: wielkości, kontrastów ciemnych i jasnych pól, wydobywa się brzmienie charakteryzujące stylistykę malarstwa głogowskiej artystki. Tak dzieje się w wielu kompozycjach Romy Pilitsidis z ostatnich lat. Zwróciłbym uwagę na obrazy: „Moje miejsce Wasza przestrzeń” z 2001 r., „Bez tytułu” z 2008 r., „Dyptyk. Bez tytułu z 2009 r., „Z nutką różowego” z 2012 r., czy w strukturalnie nawiązująca do tkaniny, praca „Materia tkaniny” z 2010 r. Obrazom, których powstanie jest zapewne częścią postawy kontemplacyjnej wobec tworzonej kompozycji, zostaje nadany materialno-duchowy byt, właściwy dziełom sztuki. Jest to malarstwo nowoczesne w tym sensie, że kontynuuje idee autonomii obrazu malarskiego, ale organizująca je myśl geometryczna, zwłaszcza fascynacja prostokątem, staje się nośnikiem treści metafizycznych. Przy wewnętrznym wyciszeniu, skupieniu, obrazy Romy Pilitsidis, zaczynają się otwierać, gotowe do dialogu z widzem, rozpoczyna się intymna odsłona malarstwa, a synestezyjny odbiór, łączy wizualną percepcję układów i barw z ich dźwiękową wersją. Ten awangardowy aspekt malarstwa ujawnił się u początków w twórczości pionierów abstrakcji: Konstantego Czurlonisa, Wassily Kandinskyego, czy Frantiska Kupki.

    Mocne akcenty prostokątne w zdecydowanych kolorach, niby światełka w oknach bloków, czy fragmenty nocnego neonu, indywidualizują poszczególne prace. Jednak spostrzeżenie – w systemie prostokątnego obrazowania – analogii z renesansową ideą obrazu jako oknem na rzeczywistość, wydaje się tutaj przydatna, zwłaszcza że metafora okna, odpowiada spojrzeniu, przez obraz, do wnętrza skomplikowanego i niejednoznacznego, jakim jest dusza artysty.

    Roger Piaskowski, marzec 2018

  • W hołdzie kwadratowi

    Roma Pilitsidis sytuuje swój malarski kosmos poza realnym światem, poza jego zgiełkiem, pędem, problemami i zagrożeniami. Nie komentuje go, nie krytykuje, nie moralizuje. Pozostaje obok. Można powiedzieć – egzystuje w przestrzeni równoległej, nawiązując do tytułu ostatniej wystawy Autorki, która w kwietniu br. zakończyła się w legnickiej Galerii Sztuki.

    Są bowiem artyści, którzy swoją twórczością wkraczają w dialog społeczny, kulturowy, a ich dzieła, nawet jeśli nie bezpośrednio czy widocznie, to odnoszą się do konkretnych zdarzeń, aktualnych sytuacji. W ten sposób dokładają treści, przekazów wizualnych, mimo pobudek krytycznych, wpisując się jednak w kontekst przeładowanego bodźcami świata, definiowanego (na hermeneutyczną nutę) jako znak, tekst, sumę symboli i komunikatów. Inni – i do tych z całą pewnością należy Autorka – niejako odcinają się, dystansują od społecznego dyskursu, upatrując w pracy twórczej walorów autoterapeutycznych, autorefleksyjnych i autokontemplacyjnych.

    Roma Pilitsidis dialoguje ze światem inaczej, umożliwiając sobie nieskrępowaną ekspresję, zaś widzowi – bezpieczny azyl w przestrzeniach swoich obrazów. Tworzy, by uporządkować, wyciszyć, kontemplować i oddać do kontemplowania. Jak podkreśla, chciałaby, by jej prace prowadziły właśnie do spokoju i wyciszenia. By udało się sztuką udoskonalić świat, malując zapanować nad jego nieodwracalnym chaosem.

    Przed laty znalazła własną mantrę, figurę, która określa jej uporządkowany świat, organizuje wizję jej obrazów, układa cykle, stanowiąc clue kompozycji, a nawet twórczości. Prostokąt, bo o nim mowa, zaspokaja jej wyobrażenie o formie, nadaje sens jej poszukiwaniom formalnym oraz odzwierciedla charakter jej osobowości artystycznej. Artystka odnalazła w kwadracie wieloletnią fascynację, formę skończoną, pretekst do kolejnych odsłon malarskich, poszukiwań formalnych i adekwatny desygnat jej twórczego charakteru, jej wyobraźni artystycznej, sfokusowanej na idei geometrii abstrakcyjnej.

    Jej umiłowanie geometryzmu wyrażają nie tylko płótna, ale i słowa. Na niedawnym spotkaniu autorskim w legnickiej Galerii Sztuki, opowiadała o swej wieloletniej pasji, o niezmiennej inspiracji dla swoich półcień:

    Kwadrat jest ideałem, którego nie spotyka się go w przyrodzie. Bardzo mi odpowiada, ma cztery boki, zawiera wszystkie strony świata. To figura bardzo pojemna, ale przy tym bardzo spokojna, statyczna, można w nim tyle zmieścić, tyle powiedzieć. A jednocześnie nie działa agresywnie, a w moich pracach chodzi o to żeby były wyciszone, spokojne. Staram się nawet, by linia, która w zasadzie może być dynamiczną formą, działała raczej statycznie. Nawet gdy wychodzi w przestrzeń, poza obraz, to bardziej chodzi mi o jakąś ciągłość, kontynuację, niż działanie w kierunku zdramatyzowania narracji. Dlatego też w moich pracach nie ma skosów.

    Są za to starannie kładzione warstwy, nawet po kilkanaście, namiętnie wypracowywane kolory, zawsze powstające z połączeń wielu barw, tylko niekiedy nakładane prosto z tuby (wyłącznie drobne akcenty), a także zróżnicowane faktury. Wszystko to dając iluzję głębi, pozwala poczuć i ukazać materię malarską. A jednocześnie wzbogacić proste kompozycje o pewną przestrzeń. Także mentalną.

    W Legnicy malarka wyznała także, że rozmawia ze swoimi kwadratami i obrazami. Sądzę i ośmielam się wyartykułować to w tym miejscu, by zachęcić Państwa do sprawdzenia sam na sam z płótnami Romy Pilitsidis, że „te kwadraty i obrazy” także przemawiają. Mówią wiele o autorce. Mówią wiele do nas. Patrzmy i słuchajmy.

    dr Justyna Teodorczyk, dyrektorka Galerii Sztuki w Legnicy

    kwiecień 2019